środa, 12 maja 2021

Kobiety i łabędzie - co mają ze sobą wspólnego?

 

Zbliża się Dzień Matki.
Szukacie pomysłu na prezent dla niej?

Pozwólcie, że przedstawię Wam moją propozycję:
srebrny naszyjnik z motywem łabędzia. 



Spytacie: "Niby dlaczego akurat ten?"

3 powody, dla których warto rozważyć taki zakup.

Symbolika

Do jego wykonania zainspirowała mnie myśl, że łabędź to ptak, który doskonale odzwierciedla złożoność kobiecej natury. Brzmi to nieco patetycznie ale zaraz wszystko wyjaśnię :).

Łabędzie to piękne i majestatyczne ptaki o śnieżnobiałej szacie. Ich wygląd spowodował, że dla ludzi stały się symbolem miłości i piękna. 


Ptaki te zwykle są łagodne ale w sytuacji zagrożenia - szczególnie piskląt - stają się niebezpieczne i agresywne.


Czyż nie takie też są kobiety, matki? W jednym ciele łączą piękno, miłość, waleczność i heroizm, szczególnie, jeśli chodzi o dzieci…

Materiały i sposób wykonania, czyli kilka praktycznych informacji o naszyjniku.

Łabędź wykonany jest ręcznie ze srebra (próba 950) i został zawieszony na łańcuszku (srebro 925). Powierzchnia naszyjnika jest subtelnie postarzona. Srebro jest materiałem ponadczasowym, dlatego tego typu biżuteria bardzo dobrze się nosi. Od czasu do czasu wystarczy przetrzeć ją bawełnianą miękką szmatką aby odzyskała pełen blask i wyglądała, jak nowa.

Oczywiście będzie mały gratis 😊

Naszyjnik zostanie zapakowany w ozdobne pudełeczko, do niego zostanie dołączona specjalna ściereczka do czyszczenia biżuterii. Całość zostanie bezpiecznie zapakowana w sianko sizalowe, folię bąbelkową i dostarczona przesyłką, za którą nie zapłacisz ani grosika.

Tu obejrzysz i/lub kupisz naszyjnik: 
http://www.harapati.net/2020.07.17/naszyjnik-srebrny-labedz-2200701/

Tu kliknij, by poczytać, jak dokonać zakupu w mojej galerii: 
http://www.harapati.net/jak-kupowac/

Link do galerii, jeśli masz ochotę pozwiedzać i zerknąć na/zakupić inne moje prace:
http://www.harapati.net/

P. S. 

Ciekawostka

Czy wiedzieliście, że układ skrzydeł łabędzicy, który wydaje się tylko służyć jej urodzie, pozwala jej na utrzymywanie piskląt na grzbiecie? 



wtorek, 13 kwietnia 2021

O chomiku, który straszy ;)

 

Według kalendarza świąt nietypowych przedwczoraj, tj. 12 kwietnia, był Dzień Chomika. Biję się w piersi, że nie było na czas o tym wzmianki na stronie na fb ale jak rzecze polskie przysłowie: „Lepiej późno, niż wcale”. Wzmianka jest więc dziś. Pozdrawiam gorąco wszystkich obecnych właścicieli chomików, jak też i byłych – do tych ostatnich również ja należę.

W związku z tym dniem zebrało mi się na wspomnienia i chętnych zapraszam do poczytania historii dwóch chomików, które mieszkały w naszym domu.

Pierwszym chomikiem, który zawitał do naszej rodziny była samiczka chomika dżungarskiego: albinoska, krwawooka i, jak się później okazało, nieco nerwowa osobniczka, którą obdarzyliśmy pięknym imieniem Sandy (z ang. piaskowy: miała bowiem uroczy, piaskowej barwy paseczek biegnący wzdłuż grzbietu). Niestety, jak wcześniej wspomniałam była ciut nerwowa, wykazywała nikłe oznaki przywiązania i gryzła przy próbach głaskania. Nocami była niezwykle aktywna (co typowe dla chomików), wytrwale i zapamiętale gryzła pręty klatki hałasując przy tym niemiłosiernie i uniemożliwiając spokojny sen w dziecięcym pokoju. Wskutek tego po pewnym czasie była systematycznie wynoszona na noc z klatką do łazienki. Wykazała się również niezwykłą zwinnością i elastycznością przeciskając się między prętami w drodze na wolność. Po pierwszej takiej dezercji została zdybana za regałem z książkami (które to książki do momentu złapania zaczęła dosłownie pożerać) a klatka uszczelniona. Sandy uciekła jednak ponownie. Tym razem nie dała się złapać. Przez jakiś czas słychać było skrobanie i drapanie w różnych miejscach, w których próbowaliśmy ją potem wyśledzić – jednakoż bezskutecznie. Niestety zwierzątko nigdy się nie znalazło i biały krwawooki chomik straszy po dziś dzień w niepozornym domku jednorodzinnym w pewnej małej mazurskiej miejscowości :P.

No dobrze– trochę popłynęłam z tym straszeniem ;P.

Drugi chomiczek, który z nami mieszkał był typowym przedstawicielem chomików dżungarskich. Też samiczka, nazwana wdzięcznie przez dzieci Niunią. Niunia była zdecydowanie łagodniejsza i spokojniejsza od poprzedniczki. Dożyła później chomiczej starości. Zmarła po 3 latach i miałą piękny pogrzeb w ogrodzie. Pamiętam dobrze, że dzień był wtedy dżdżysty, chłodny. Zrobiłam zwierzątku „trumienkę” z ekologicznego, kartonowego pudełeczka po paście do zębów. Poszliśmy we trzy: ja i dwie młodsze córeczki do ogrodu i zakopałam zwierzątko wśród pochlipywań maluchów. Postawiłyśmy zapalony tealight w słoiczku z dziurkowaną pokrywką (żeby deszcz nie zgasił zbyt szybko światełka).

Taki oto był koniec drugiego i ostatniego, jak na razie, chomika w naszej rodzinie.

P. S. Dzień chomika zainspirował mnie do zrobienia maleńkiego chomiczka na rzemyk/ breloczek. Poniżej wstępnie wykonany model. Ten olbrzym ma całe 17 mm wysokości 😉

Wymaga jeszcze małego dopieszczenia. Potem wypiekanie i malowanie ręczne akrylami. Pokuszę się też chyba o wersję ze srebra. Efekty będę prezentować.

piątek, 12 marca 2021