poniedziałek, 5 lutego 2018

Krok do przodu


Moja pierwsza ażurowa wydmuszka. Ze strusiego jaja. Nawet tego nie planowałam. Po prostu zostałam obdarowana kilkoma wydmuszkami, żeby "jakoś je udekorować". Dość długo myślałam, co z tym fantem (a nawet fantami :)) zrobić. Chodziło mi o to, żeby nie brnąć w technikę wymagającą dużego nakładu nowych przyrządów, środków czy materiałów a raczej wykorzystać to co już mam. poszperałam w internecie i trafiłam na wydmuszki ażurowe, czyli wiercone. Mini wiertarkę już posiadałam (korzystałam z niej do obróbki biżuterii ze srebra czy brązu), farby akrylowe też. Dokupiłam tylko konturówki do reliefów (tworzenia wypukłych wzorów) i... do dzieła. 


Sprawa okazała się trudniejsza niż się na początku wydawała. Na pierwsze trudności napotkałam w trakcie rysowania siatki (czegoś na kształt południków i równoleżników). Siatka miała ułatwić podział powierzchni jajka na równe części, zachowanie symetrii. 
Drugi aspekt: wzór. Tu poszłam na żywioł, narysowałam to, co mi w duszy grało, chciałam by był dość prosty, bo to przecież debiut. 
Potem wiercenie. Tu było naprawdę ciekawie. Jajko ma skorupę kilkumilimetrowej grubości, trzeba użyć siły, wiertła się dość szybko się zużywają (czytaj: łamią), diamentowe - słynące z dużej odporności- również. Wszędzie wapienny pył, o pracy w domu powinno się raczej zapomnieć, chyba, że lubi się wszędobylski biały osad. Pracowałam więc w garażu. 
Po wywierceniu wzoru trzeba było wytrawić błonę znajdującą się pod skorupą, której strzępy nieestetycznie wyglądały poprzez otwory. 
Wydmuszka wylądowała w chlorowym wybielaczu, gdzie moczyła się kilkadziesiąt minut. 
Co jakiś czas obracałam wydmuszkę i sprawdzałam, czy już. Przy okazji skorupka została wysterylizowana :). Bonusem wytrawiania błony jest wygładzenie brzegów otworów, ponieważ skorupa również reaguje z roztworem wybielacza. Z tego też powodu nie można pozwolić, by moczenie trwało zbyt długo, i nadto osłabiło wydmuszkę.


Na koniec: malowanie. To chyba jest najprzyjemniejsza część pracy. Zaczyna być widać efekt końcowy. Jest trochę stresu z tym, jak dobrać kolory, żeby wszystko dobrze współgrało. Ogólnie wzorem pokryte zostało około 70 % powierzchni. 
Jak na pierwszy raz jestem bardzo zadowolona z efektu. Wydmuszka skończyła, jako prezent dla bliskiej osoby. 
Co sądzicie o takiej dekoracji? Na Święta i nie tylko.
Wkrótce pokażę więcej ażurków :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witam serdecznie każdego odwiedzającego i dziękuję za komentarze :)